|| 24.06.2007 - 22:49 ||
Napiszę coś, bo imieniny ojca to świetna okazja do tego żeby coś napisać, a ja jestem w stresie i muszę dać upływ moim emocjom. A jestem w stresie, bo piją wódkę i jest im już dość wesoło, wiec po którymś tam odśpiewaniu "jeszcze jeden i jeszcze raz" jedzenie wchodzi im coraz lepiej, co wiąże się z nieustannym krztuszeniem kogoś. No wiec siedzę w pokoju i słyszę jak ktoś kaszle i męczy się, i cisza i moja mama: "Juziu no co ty?!" (znów śpiewają "jeszcze jeden i jeszcze raz"). Potem rozmowa rozbrzmiewa od nowa, wiec wnioskuję, że nikt nie umarł, ale w napięciu jeszcze przez chwilę nasłuchuję, czy dzwonić pod 112 czy nie dzwonić. Boże, jestem starsza od moich rodziców. (śpiewają)

PS. Jadę jutro nad morze. Stęsknilam sie za morzem.
|| 16.06.2007 - 13:15 ||
Powoli zaczynam być zwolenniczką poglądu, że płyta muzyczna zaczyna mieć prawdziwy smak dopiero po koncercie, który ją promuje, chociaż nie wiem, czy ktoś kiedyś taki pogląd uformował. Ale jeśli nie uformował to znaczy, ze nie był nigdy na koncercie Leszka Możdżera i Larsa Danielssona po uprzednim wysłuchaniu płyt takich jak Pasodoble, The Time i zdaje się Piano. Tylko prawdziwi artyści sprawiają że przesłuchiwanie ich płyty po koncercie daje dwustuprocentową przyjemność, że uwalniają się emocje, zamykają oczy i wspomina się ten pierwszy rząd (prawie pierwszy - długa historia...), miejsce ósme, na przeciw Danielsson, troche po lewej Możdżer z fortepianem i myśli czymże ja jestem wobec muzyki, co ja umiem. Dwa bisy, podpisywanie płyt i pierwszy koncert tych panów w Gorzowie zakończony - twierdzą że jeszcze przyjadą, trzymam za słowo. I grzeszy każdy, kto nie zna ich muzyki.

Marku, pamiętaj żeby pisac. Tęsknię.
|| 14.06.2007 - 21:33 ||
Im dalej brnę tym bardziej przekonuję się o tym, że tęsknienie jest nieodłącznym elementem w moim życiu. To nie był koniec roku, nie koniec matur, nie będzie to rozdanie świadectw maturalnych, to będzie jutro, kiedy pierwsi się rozjedziecie i pierwszych już was nie będzie. Napiszę list, napiszę, gdzie powiem jak bardzo będzie mi was brakować. Żałuję, ze to tak szybko i żałuję że tak daleko.
|| 02.06.2007 - 03:22 ||
No więc nie ma mnie. Jestem w Austrii - wącham alpejskie kwiatki, chodzę wokół błękitnych jezior, zwiedzam dom Mozarta, oglądam szczyty i biorę w ręce wieczny śnieg. Góry!!! I dobrze mi.
|| 01.06.2007 - 00:22 ||
Czerwiec!
|| 27.05.2007 - 18:50 ||
Czy Ty też jak skończysz jakąś dobrą książkę to uważasz że należy oddać jej jakąś cześć, czy po prostu okazać szacunek autorowi i nie zabierać się od razu za czytanie następnej? Bo ja mam jakieś wyrzuty sumienia, jak siegam zaraz po przeczytaniu jednej ksiazki po drugą. Poza tym właściwoścą ksiazki jest chyba to ze powinna skłonić do refleksji. Bo jesli te 300, 400 czy 500 stron które spedzamy z bohaterami, tak łatwo jest nam opuścić nie pozsotawiając przy żadnych myślach, to to chyba źle świadczy o książce albo o nas samych - sama nie wiem. Bo albo to ksiazka była kiepska, albo to my nie jestesmy na tyle inteligentni czy refleksyjni, zeby zastanowic sie co jej autor miał do przekazania, a mysle ze coś miał, skoro już trudził się zeby zapisać te 500 stron i to zapisac je tak zeby mnie pochłąnąć i całkowicie wyłączyć z życia na kilka dni. Mimo tego czuje pokusę żeby siegnąć teraz po "Lalę". Czuje ją z dwóch wzgledów, po pierwsze dlatego, ze ta ksiazka mnie interesuje, a po drugie dlatego, ze jestem w jakims czytelniczym transie. Jest jeszcze jedna przyczyna - w czasie burzy zawsze jestem nastawiona czytelniczo. Bo co można robić w czasie burzy? Burza to nalepszy klimat na czytanie książki - kiedy za oknem grzmi i błyskają pioruny, a deszcz wali o szyby, to czuję się jakbym była w innym świecie - wtedy najbardziej utożsamiam się z bohaterami i siedząc w fotelu z podkulonymi nogami potrafię doskonale wyobrazić sobie, co czuje Daniel Sempere kiedy wchodzi do ciemnego porzuconego domu Aldayów, gdzie czeka na niego jego historia. Polecam więc wszystkim niesamowitą książkę - "Cień wiatru". Polecam gorąco, zwłaszcza poczas burzy.
|| 27.05.2007 - 00:42 ||
No więc to koniec - to ten upragniony wielki koniec. 4 miesiące wakacji, nadeszła ta piękna chwila. I choć ostatnio zwykle w takich momentach jestem ironiczna i odczuwam dużo mniej niż się spodziewałam, to tym razem odczuwam pełnię* szczęścia, odczuwam nawet więcej niż się spodziewałam - jest mi błogo, jest mi cudownie, płynę, lecę, marzę, no jestem w niebie. Wreszcie czytam w nieograniczonych ilościach. Myślę też że nadszedł czas na dobre alternatywne kino, czemu nie. Przerzucam się na nocne życie i z niecierpliwością oczekuję Austrii i alpejskich nieutartych szlaków z ośnieżonymi szczytami wokół których nie spotkam turystów. Poza tym za miesiąc - już za miesiąc, tak, tak! Jestem szczęśliwa - naprawdę mi dobrze.

*prawie pełnia - you know what I mean
|| 23.05.2007 - 22:21 ||
Ojezu co za dzikie pragnienie - w mojej głowie lato w pełni. Hiszpańskie piaszczyste powietrze, drzewa mandarynkowe, absolutne, czyste, święte lenistwo nagiego ciała. Co robi ze mną ta muzyka, co robi ze mną ta książka. Śmieję się, śmieję. W nocy na dworze upał.
|| 22.05.2007 - 21:18 ||
Ach czytać, czytać, czytać. Popołudniowy czilałt, sjesta ciała i umysłu. Miasto się żarzy, miasto się poci w poobiedniej kanikule gęstego powietrza. Czytam z przerwami bo nie chcę skończyć, ale chcę skończyć, bo znów chcę zacząć. Ach Austrio mojego umysłu, czuję się wolna.
|| 15.05.2007 - 15:04 ||
Jedyny powód dla którego mogłabym kiedyś nie być lekarzem, to ten dziki szał, wyścig szczurów, mięsożerne psychiczne zniewolenie. Stres jest wszechobecny. Stojąc obok ludzi z którymi mam zdawać maturę nie mogę powstrzymać się od porównań, bo wszyscy porównują (nie porównuj, bo i ty zostaniesz porównany). Nieprzerwana huśtawka nastrojów, bezsenność, ciepło i zimno na zmianę - najbardziej destrukcyjna z destrukcyjnych faz stresu, chociaż stresu zupełnie nieświadomego, niewinnego, stresu którego do końca nie można nazwać stresem. W nocy męczę się z bezsennością, na zmianę odkrywam się i przykrywam, kopię kołdrę, zapalam lampkę, czytam, gaszę, jest 3:30, jest 4:30, jest 5:30, zasypiam. Nienawidzę cię, maturo, żarłoczny, otyły potworze.
|| 08.05.2007 - 17:36 ||
Jak to powiedział kiedyś P.M. - nigdy nie ufaj facetowi, który wkłada koszulkę w spodnie.
|| 07.05.2007 - 20:35 ||
Matura srura. Najgorsze przede mną - 3 przedmioty które zadecydują o moim przyszłym życiu. Owszem, tak, bez paniki, jak nie teraz to za rok, ale boję się, jestem zmęczona i chcę wakacji, chcę zadośćuczynnej majówki, chcę ciebie, chcę Chicken Jalfrezzi. Niech mi ktoś odda mój maj i zabierze już w Alpy, a potem do Edynburga na na Boat Green, a potem do Warszawy na ks. Trojadena i na gotowanie, wspólne gotowanie pakistańskiego żarcia z przyjaciółmi.

Niech mi ktoś odda mój maj z tobą.
|| 28.04.2007 - 20:04 ||
No więc nadeszło - skończyłam liceum. Nie będę tu pisać że wspomnienia, że ludzie, że najlepsza szkoła blabla, powiem tylko tyle, że wczorajsza im[reza całego naszego rocznika i nauczycieli była jedną z najlepszych imprez na jakich byłam w życiu. Była perfekcyjna od początku do końca zwłaszcza przez środek. Spytaliśmy MK czy zawsze tak było, że nauczyciele siedzieli z uczniami, pili piwsko, palili i generalnie gadali absolutnie o wszystkim i w absolutnie każdy sposób, na co MK - "nie". Tak więc w mniemaniu MK (którą kocham i wielbię) jesteśmy rocznikiem wyjątkowym i jej wierzę w przeciwieństwie do Aliny, w której ustach te słowa brzmiałyby beznadziejnie. No i rzeczywiście - nawet nie myślałam że tak się zgramy, że tak będziemy szaleć, że MK opowie mi takie rzeczy i TK wyzna taką refleksję. I właśnie po to kończy się szkołę - żeby poczuć się bliżej, żeby załapać ten klimat i żeby usłyszeć "pójdziemy jeszcze na impreze w bardziej zaufanym gronie". Szkoła fajna, ale chcę już iść do przodu. Wiecie o co chodzi. Z kim trzeba na pewno zachowam kontakt, MK, TK, KN, MJ, WS, RJ i TP się odwiedzi, reszta niech się toczy. Jestem już blisko nowego życia. Za niecały tydzien matura. Tak więc sajonara 2LO, jeszcze się zobaczymy.
|| 12.04.2007 - 23:09 ||
To dzisiaj, dzisiaj, dzisiaj. Ten typ tęsknoty, że owszem tak damy radę, jeszcze trochę, nie jest źle, już niedługo ale z drugiej strony połóżmy się na trawie i trzymajmy się za ręce, tak dobrze mi z tobą było. Chcę prostej miłości - jak to powiedziała G., no chcę, ja też chcę, ja też. I cannot sleep, I cannot dream tonight, I need somebody. I mam motylki, i słucham w kółko, i dziś sobie nie radzę.

Wieczorna terapia szczęścia - kąpiel po szyję w pianie, ciało pachnące w balsamie, miękka kołdra - oszukaństwo na miarę kwietniowych możliwości. Pamiętam ten film, on układał rzędy poduszek i udawał że ona leży obok - tyle mógł, tyle ja mogę.

Kupiliśmy bilety. To tak, jakbym był już w połowie drogi do domu. Mogłabym odliczać, mogłabym zrobić już ostatni kalendarz przedwyjazdowy, czy przedpowrotowy, ale po co, po co liczyć - staram się traktować to jak carpe diem ostatnich momentów osobno, żeby pamiętać, żeby doceniać, żeby nigdy nie zaniedbać prostej miłości.

To nie jest łatwe (nigdy nie było) i nie wiem czy wbrew pozorom teraz jest najtrudniejsze, czy jak to jest, że nocami słucham Esther w kólko i w kółko i marzę i śnię i najmniej chcę się budzić rano za parę godzin (chciałbym zasnąć i obudzić się dopiero za trzy miesiące), czy co to jest, co jest przyczyną wszystkiego tego co napędza mnie na początku dnia i zwalnia do tempa niemyśli późnymi wieczorami.

Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem, i wiem jak to będzie, jak to ma być pewnego dnia.
|| 05.04.2007 - 05:11 ||
Czasami są takie noce, których nie wolno przespać. 4:45. Trzeba przesłuchać co było do przesłuchania, pomrużyć oczy, spróbować coś napisać, odłożyć, potęsknić, przeczytać jakiś rozdział z książki, ściągnąć nowe albumy, zastanowić się o co tu właściwie chodzi. Są takie noce, przedporanny bełkot, szum przejeżdżających ciężarówek, jakiś długi film i niezrozumiała potrzeba pozostawania przytomnym. Chciałoby się rzec czwarta nad ranem, ale już piąta prawie. Najgorsze są te wczesne poranki - to wtedy tak naprawdę świat jest martwy, większość ludzi tkwi w fazie REM, a ci co wstają są jak grono Chrystusów poświęcające się dla świata, żeby go ruszyć, zapalić światło, wyjść z domu, trzasnąć drzwiami od klatki. Wtedy już sąsiadka drgnie niespokojnie na łóżku, zaszczeka pies pod ósemką, zadzwoni budzik na pierwszym piętrze, Polska wstaje z cierpiętniczym westchnieniem.

5:03. Po raz setny słucham "Les bras de mer" i "Esther". Warszawa o tej porze jest bardzo zimna. Na przystanku na Alejach stoi zapewne pare osób z bagażami, przejeżdża dużo taksówek. To najlepszy moment, żeby usłyszeć warszawską ciszę - czwarta, to jeszcze za wcześnie, szósta, to już za późno. Warszawska cisza występuje o piątej.

5:10. "Esther" dobiega końca. Jutro dużo do zrobienia. Jak codzień od paru miesięcy. Bardzo tęsknię za spokojem.

5:11. Czas się położyć. Dobranoc.


layout : maru ©ubierzsię!

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
Kontakt:
camena@o2.pl